Bajzel na lajcie, nie inaczej

Tak owszem, nie poodkurzałam, mało tego – nie umyłam podłogi i podałam dziecku obiad złożony z samej zupy! Bajzel rządzi! Hańba co? I to przy sobocie! A mi z tym dobrze, właściwie zawsze jemy jednodaniowo. Właściwie to odkurzam codziennie, no ale kiedyś pies musi mieć możliwość bycia psem tropiącym i doskonalenia węchu w poszukiwaniu kociej karmy w wysokim włosiu dywanu 😉 Tak, jest już wieczór, wiem, że mój pies to pies gończy ale węch też by mu się lepszy przydał. Zamiast wyszukiwać ludzkich odchodów na spacerach, mógłby na przykład upolować jakiegoś grzyba w lesie. Mąż mnie zabije, pies po kociej karmie niemiłosiernie bączy, znieść się tego nie da. No ale nie o tym mowa… miało być o sprzątaniu.

Tak już mam, że pedantką nie jestem. Chciałabym, serio no ale pozostaje pomarzyć. Lubię kiedy jest czysto, ale mam problemy z komunikacją między CHCĘ a ROBIĘ 🙂 Cóż nie można być idealnym we wszystkim 😉 Dziś był dzień dla siebie, bynajmniej do południa! Od pewnego czasu nosiłam się z zamiarem obcięcia czupryny, odrastała, włosy prawie 2 lata po ciąży lecą jak leciały – dość sobie myślę, obetnę! No i obcięłam! To był strzał w dziesiątkę! Poczułam się świetnie, po prostu jakby nowa ja – mimo, że taką fryzurę miałam niemal całą ciążę i pewnie z rok po. Zmiana wyglądu dała mi jakiegoś wewnętrznego kopa. Czuję moc, mam tonę energii i to czego ostatnio bardzo mi brakowało – cierpliwości! Szukałam, szukałam i nie znajdowałam przyczyny mojego ostatniego nerwa. A tu banał. Po prostu jestem kobietą z krwi i kości i potrzebowałam zmiany 😉 Znudził mi się mój fryz, spowszedniał, ciążył, wkurzał… zmieniłam na świeży, aż mi się facjata uśmiecha sama do siebie 🙂 Żeby nie było mało tego błogiego szaleństwa fryzjer to nie koniec wrażeń na dzisiejsze przedpołudnie, otóż zdążyłam jeszcze odwiedzić mojego dentystę. Konkretnie dentystkę. No co, że niby leżenie niespełna godzinę z toną sprzętu w paszczy, wciskanie formówki w dziąsło i cała reszta atrakcji to niby nie relaks? No dla mnie chyba to relaksem było, pogadałam sobie – kiedy jeszcze twarz ma była w stanie artykułować dźwięki inne niż „aha, yhy, y yy” 😉 .. poleżałam, nikt po mnie nie skakał, nie kazał wstawać 😉 Kto by pomyślał, że wizyta u dentysty to taka przyjemność 🙂 Co za wspaniały dzień, tak w całości z jednym małym „ale”, ale to pominę, szkoda czasu i energii. Pełen pozytyw za dziś, dla siebie przede wszystkim.

A tak wracając do bycia zabitą przez męża, zadzwoniłam dziś do niego i oznajmiłam mu, że będąc poza domem dopuścił się przemocy fizycznej wobec mnie. No kto mi uwierzy, że limo pod okiem nabiło mi podskakujące dziecko swoją własną głową?! 😉 Tak więc mamy patologię. Żartuję, nie trzeba mnie ratować 😉

Jutro poodkurzam, obiecuję, sobie bo Wy macie to zapewne w nosie 🙂 Dobrej nocy!

Aaa zapomniałam najważniejszego, kawa dziś była pyszna!

2 thoughts on “Bajzel na lajcie, nie inaczej

    1. Mąż z dzieciuchem na spacerze, nie doczekałam takiej chwili, a za moment trzaśnie mi dwa lata macierzyństwa… Cóż, pogratulować i pozazdrościć! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *