Grzeczna dziewczynka

Dobry wieczór… O czym miał być post? O tym jak wkurza mnie kiedy słyszę na placu zabaw: „zobacz Krzysiu/Zosiu jaka dziewczynka grzeczna, jak grzecznie się huśta„. Jak ja nie znoszę takich ocen! Postanowiłam jednak zgłębiać Porozumienie Bez Przemocy (NVC) i zachowuję spokój czasem wrzucając tylko luźno, że moje dziecko nie jest grzeczne i nie siedzi grzecznie – tylko siedzi i się huśta. Ale inaczej… Ostatnio gdzieś w necie czytałam dyskusję na ten temat i podpisuję się pod stwierdzeniem, że pod sławetnym GRZECZNA kryje się POSŁUSZNA, to po prostu zamiennik, który nie jest aż tak bezpośredni jak pierwowzór. „Zobacz jaka grzeczna dziewczynka!” Tak więc prosto z mostu: MOJE DZIECKO NIE JEST GRZECZNE 🙂 i jestem w tego powodu szczęśliwa 🙂 Moje dziecko biega po placu zabaw potykając się co chwilę, zabiera innym dzieciom zabawki, nie chce oddać swoich, czasem krzyczy a czasem płacze, szczególnie wtedy kiedy chce czegoś innego niż ja albo kiedy się uderzy. Idzie często w przeciwnym kierunku niż ja, a na hasło: „Kulka idziemy już do domku” zaczyna bawić się w najlepsze. Nie no duchem świętym nie jestem, nie powiem, bo czasem w środku zaczyna mi się gotować kiedy ona mimo moich starań bawi się na całego. Ale jakże zadowolona z siebie jestem kiedy wyjdziemy w końcu na spokojnie bez awantury – tak sobie wtedy w duchu szepnę „dałam radę„! Czasem wychodzi mniej lub bardziej chętnie wcale nie dlatego, że jest grzeczna tylko dlatego, że nie zabrałam ją siłą pod pachę, za to ćwicząc i to baaaaaaaaaaaardzo swą cierpliwość czekałam na jej gotowość, ew. skorzystałam z okazji i zachęciłam do wyjścia (nie żeby nagrodą) a raczej czymś co było poza placem. Moje dziecko nie jest grzeczne, nie jest tez niegrzeczne a to wszystko z jednej prostej przyczyny – ja nie oczekuję od niej uległości, posłuszeństwa. Właściwie na tym mogłabym zakończyć…

Dużo mi jeszcze trzeba do pełnego zennnn, w ogóle ostatnio jakoś słabo z tym spokojem – no ale ćwiczę 🙂 Mam jedno zasadnicze założenie – NIC NA SIŁĘ i wierzcie albo i nie, ale to ma sens. Ja to właściwie nie muszę się spieszyć, właściwie to nigdzie. A jeśli mam coś zaplanowane na konkretną godzinę to przecież mogę zarezerwować tyle czasu żeby się wyrobić wliczając i półgodzinne wracanie z piaskownicy 😉 Grzeczna dziewczynka? Znaczy posłuszna, jak rozumiem? Nie, Kulka nie jest posłuszna. Urodziła się jako istota indywidualna i taką mam nadzieje pozostanie na zawsze. Mam nadzieję, że uda mi się nie zgasić w niej chęci eksploracji – bo upadnie, bo się pobrudzi, bo pan krzywo popatrzy – tu właściwie wiem, że tego jej nie zrobię. Nie chcę żeby moje dziecko było posłuszne, chcę aby miało swoje zdanie i potrafiło go bronić. Dlatego nie wymagam od Kulki posłuszeństwa, ćwiczę współpracę. Dlaczego ja? Dlatego, że ona robi to na każdym kroku – a ja od zarania dziejów (moich dziejów) wpojone mam, że powinnam się słuchać i tyle – czyli ona jako dziecko również. Nie podoba mi się taka historia, jej nie zmienię – ale historię Kulki mogę napisać już inaczej 🙂 Mam nadzieję i wierzę, że ucząc się współpracować z nią „zyskam” o wiele więcej niż „pokojowe” opuszczenie placu zabaw. Ja bym nie chciała, żeby ktoś przerywał mi coś czym jestem w pełni pochłonięta dlatego, że trzeba ugotować zupę. No przecież było na to tyle czasu i co, akurat teraz jak bawię się w najlepsze? To nie fair! Tu zwyczajnie chodzi o szacunek, nie o cele, nie o efekty… ale o szacunek. Szanuję moje dziecko dlatego staram przymusu używać jak najrzadziej.

Zapomniałabym. Grzeczne dzieci nie płaczą! I znowu wychodzi na to, że Kulka nie jest grzeczna, ona płacze. A kiedy słyszę jak ludzie zaczynają odwracać jej uwagę od wypadku, mówić że nic się nie stało itp. reaguję, stając niejako w obronie jej prawa do wyrażania emocji i bólu. Szacunek po raz kolejny. Przecież czuje ból, zapewne też się wystraszyła – ma prawo się bać, ma prawo czuć smutek i zwyczajnie płakać w reakcji na ból. Może powiem dorosłej osobie, która mocno się uderzyła i klnie na tą okoliczność, żeby przestała bo przecież wcale jej nie boli. No bo czymże ból dorosłego różni się od dziecięcego? No i dlaczego można się cieszyć a nie można złościć czy być smutnym? Kiedy Kulka płacze staram się nie odwracać jej uwagi od zdarzenia a raczej towarzyszyć jej w nim. Jasne, że zdarza się, że czasem kompletnie nie wiem o co jej chodzi, moja w tym jednak rola by do tego dojść, to ja jestem dorosła – ona nie ma obowiązku tłumaczyć mi o co chodzi.

Najważniejsze co chcę napisać to, że nie podoba mi się kiedy ktoś ocenia moje dziecko i kiedy nie daje mu prawa do odczuwania i działania na jego dziecięcy sposób. A już najbardziej nie lubię, kiedy ktoś próbuje przejąć moją rolę – rolę rodzica – i zaczyna rzucać tekstami z cyklu „nie ruszaj! nie biegaj! nie wchodź tam! spadniesz!” – tu hamulec bezpieczeństwa zaciągam natychmiast. To moja odpowiedzialność.

Chyba tyle, temat jakże niewyczerpany, na dziś jednak wystarczy.

Napisałam posta, w południe go napisałam, czekał jednak na wieczorną publikację. Minął dzień, a ja nie jestem w stanie opublikować go w formie w jakiej go sobie przygotowałam. Więc własnie przeczytaliście jego zmodyfikowaną na maksa postać. Nie wiem czy zwyczajnie wyluzowałam w temacie, czy może wpływ na ton tego posta miało spotkanie z kimś bliskim, być może. Wiem jedno, ogarnął mnie spokój i tumiwisizm totalny. Szczerze? Podoba mi się to.

A zdjęcia, te w galerii powyżej zrobiłam 4, 26 i 28 maja 2008 roku. Pomyśleć, że kiedyś w sieci było ich ze trzy razy tyle – teraz jestem bardziej wymagająca wobec fotek, które wrzucam. Ogólnie gdzie mi do tamtych czasów 😉

2 thoughts on “Grzeczna dziewczynka

  1. Bardzo fajne podejście do tematu, mam nadzieję, że ja kiedyś też w pełni to ogarnę nie ulegając stereotypom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *